transport żywności kurierem

Dark kitchen nowy sposób na prowadzenie gastronomii w czasie pandemii

Dark kitchen nowy sposób na prowadzenie gastronomii w czasie pandemii

Na polskim rynku coraz częściej pojawiają się lokale gastronomiczne, które nie prowadzą sprzedaży stacjonarnej. Ich biznes opiera się na dowozie posiłków i zminimalizowaniu czasu dostawy, zatem potrzebna jest tylko kuchnia, bez sali do obsługi klientów. Obecnie w czasie pandemii i zakazie spożywania oraz wydawania posiłków w lokalach gastronomicznych, dark kitchens mogą być sposobem na rozpoczęcie działalności w tym trudnym okresie dla branży

O tym, że gastronoma stoi teraz rynkiem delivery powiedziano już bardzo wiele. Kwarantanna i groźba ponownego lockdownu zdynamizowały jego rozwój. Wszystkie firmy, które do tej pory nie realizowały dowozów, już to robią. Dla wielu niestety okazało się za późno. Największa kreatywność rodzi się w obszarze cyfrowego marketingu. Powstają zaawansowane narzędzia wspomagające sprzedaż przez internet, czyli aplikacje online, karty lojalnościowe, kioski dotykowe. Mówi się też o dark kitchens, trendzie opartym wyłącznie na dowozach.

Co to jest dark kitchens

Dark kitchens polega przede wszystkim na tym, że pod jednym adresem (i geograficznym i internetowym) mieści się kilka marek albo serwowane są bardzo różnorodne potrawy. Biznesem zarządzają albo dystrybutorzy żywności, tacy jak np.  Uber Eats czy Delivero, albo spółki samych restauratorów, decydujących się zorganizować wspólną kuchnię.

W dark kitchens można za pośrednictwem aplikacji lub strony www zamówić wiele różnych dań: od schabowego, przez sushi, potrawy meksykańskie czy chińskie po pizze. Mają tam prawie wszystko i na dodatek szybko dowiozą zamówienie we wskazane miejsce. Na tym polega ich atrakcyjność dla klientów. Przedsiębiorców przekonują natomiast niskie koszty utrzymania lokalu. Wszystkie dania wychodzą z jednej centralnej kuchni. Nie ma potrzeby inwestowania w salę konsumpcyjną ani obsługę kelnerską. Kuchnia nie musi być ulokowana w centrum miasta. Na jej urządzenie wykorzystuje się mniej atrakcyjne i tańsze pomieszczenia, często w przemysłowych dzielnicach. Warunek, by był do nich dobry dojazd.

Prognozy dla gastronomii

Nurt dark kitchens funkcjonuje wprawdzie na świecie od kilku lat, ale dopiero teraz, za sprawą pandemicznych ograniczeń, zaczął się gwałtownie rozwijać. Eksperci mówią, że to przyszłość gastronomii. Podpierają się danymi z zagranicy. Renata Kamińska z CBRE prognozuje, że w 2020 roku rynek multikuchni w Europie wzrośnie o 85 proc (!) w stosunku do ubiegłego i wart będzie ponad 400 mln dolarów. W Polsce są już prowadzone pierwsze eksperymenty, na razie ma małą skalę, ale wielu gigantów szykuje się do uruchomienia dark kitchens. Niekoniecznie nawet pod swoim logo. Mają przewagę, ponieważ dysponują globalnymi statystykami, bardzo zróżnicowaną ofertą i technologią. Mają też dopracowane procesy dystrybucji i sprzedaży.

Eksperci są zgodni – Chodzi głównie o bardzo duże ograniczenie wydatków. Sala konsumpcyjna zawsze je generuje. W przypadku dark kitchens odpadają wydatki na klimatyczny wystrój, świece, kwiaty, dopracowane graficznie i wydrukowane menu. Nie przebiera się kelnerek w ludowe stroje itd. Wystarczy duża kuchnia w niekoniecznie prestiżowej lokalizacji, telefon, dobry marketing w internecie, aplikacja i jedzenie trafia do zamawiającego.

Co zyskuje właściciel dark kitchen? 

Na pewno oszczędność na czynszu czy pracownikach. Tego typu lokale mają z reguły niewielką powierzchnię zredukowaną do kuchni i miejsca do wydawania posiłków kurierom. Ponadto oszczędzają na zatrudnianiu personelu, np. kelnerek. Dark kitchens mogą również wpłynąć na rynek zamówień jedzenia online, którego wartość obecnie szacowana jest na 1,8 mld złotych.

Spodobał Ci się nasz wpis? Podziel się nim ze znajomymi!