Brak pracowników do pracy w gastronomii

Brak pracowników do pracy w gastronomii

Lokale gastronomiczne mogą ponownie obsługiwać Gości z zachowaniem reżimu sanitarnego. Tymczasem właściciele restauracji borykają się z kolejnym problemem. Mają braki w załodze. Brak pracowników w gastronomii to problem, który właśnie zaczęli odczuwać pracodawcy branży HoReCa (ang. Hotel, Restaurant, Catering/Café). Wykwalifikowani zawodowcy uciekli, przebranżawiając się do innych sektorów oferujących stabilniejsze zatrudnienie

 

– Okres pandemii spowodował, że praca w branży gastronomicznej stała się bardzo niestabilna – podkreśla Marcin Dyrda, prezes zarządu Gastrowiedza.pl. – Te okresy wstrzymania, zawieszenia działalności, później wznawiania pracy na krótki czas, a potem znowu nagłe zamykanie spowodowało, że pracownicy uciekli z tych branż. Szukali czegoś co, jest stabilne.

I dodaje, że na tę chwilę to nie jest kwestia wynagrodzenia. W gastronomii kelner czy kucharz zarabia średnio około 20 złotych na godzinę.

 

To jest przede wszystkim kwestia stabilności. Praca w gastronomii wymagała bardzo dużego poświęcenia, ponieważ m.in. jest to nienormowany czas pracy, często godziny nocne i praca w niedzielę, a także święta. Te branże to trudny kawałek chleba, a do tego wszystkiego doszła ta niepewność, co będzie dalej. Obecnie większość właścicieli boryka się z problemami w zatrudnieniu pracowników, zwłaszcza tych wykwalifikowanych – dodaje.

WIĘKSZOŚĆ KELNERÓW NIE CHCE ZA BARDZO WRACAĆ DO PRACY W RESTAURACJACH

Jeden kelner z przez ostatnie 9 lat, w jednym z Warszawskich lokali, ale od ponad roku totalnie zmienił branżę – opowiada 32-letni Robert. – Mam na utrzymaniu syna i nie mogłam pozwolić sobie na to, aby przez tyle miesięcy nie dostawać normalnej wypłaty. Każdy z nas ma jakieś zobowiązania, kredyty, rachunki i stałe wydatki. Z tego co zaproponował mi mój pracodawca, niestety nie wystarczyłoby na to wszystko. Oczywiście rozumiem też pracodawcę, bo dla niego to był też ciężki czas.

BRAK RĄK DO PRACY NIEKONIECZNIE MUSI WIĄZAĆ SIĘ ZE ZWOLNIENIAMI, KTÓRE MIAŁY MIEJSCE NA POCZĄTKU LOCKDOWNU

– Warto zauważyć, że w Polsce w branży gastronomicznej pracują ludzie młodzi, a każdy okres postojowego to są dla nich dużo niższe przychody. Oni natychmiast poszukali czegoś, co da im stabilne wynagrodzenie. Dlatego teraz kiedy planowane jest ponowne otwarcie lokali, niestety ciężko nam znaleźć ludzi, którzy byliby zarówno wykształceni w tym kierunku jak i chcieliby wiązać swoją przyszłość z zawodem – zaznacza Marcin Dyrda. – Ludzie po prostu boją się, że za chwilę znowu wejdą kolejne jakieś obostrzenia, które w pierwszej kolejności uderzą w branżę gastronomiczną. Młodzi uciekają do zawodów, które są tym niedotknięte. Kolejna rzecz to jest to, że takie osoby jak kelner czy kucharz to są osoby bardzo przedsiębiorcze, mają też świetne relacje w stosunkach międzyludzkich i bardzo łatwo znajdą pracę w innych branżach. Niestety pandemia wywołała odwrót od tego typu usług.

SYTUACJA JEST WIĘC BARDZO TRUDNA

Z danych Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej wynika, że tylko w ubiegłym roku pracę straciło 200 tys. pracowników gastronomii. Zwolnieni pracownicy znaleźli zatrudnienie w innych branżach. W tym momencie podpisane umowy blokują im powrót do restauracji. Ale wielu z nich, przynajmniej na razie, nie chce wracać, bo boi się powrotu lockdownu.